Napisali o mnie

Napisali o mnie

Waldemar Gołębski, Joanna Natalia Ślusarczyk i Michał Peiker w „Helikonie” gośćmi Antoniego Krupy
Radio Kraków, 3 kwietnia 2015

Link do audycji

Kopia audycji:


Blues o rozwianych włosach na wietrze
Jazz Press, marzec 2015

str. 84. – „…Wielki obecny – Antoni Krupa i wielki nieobecny – Jarosław Śmietana.”

Link

Kopia


Heritage Hotels Poland – Piątkowe koncerty na Gródku

…Gospodarzem tych wieczorów jest Waldemar Gołębski, który jako opiekun artystyczny a zarazem wykonawca, pod szyldem NiteLine Jazz zaprasza różnych muzyków, realizując tym samym odmienne jazzowe projekty…

Link


W Dali w duecie z… Jarkiem Śmietaną
Radio Kraków, 6 marca 2014

Pełny tekst artykułu

28 lutego w krakowskim klubie Dali odbył się niezwykły koncert. Usłyszeliśmy program z płyty „Amela – czyli blues o rozwianych włosach na wietrze”. A na scenie zobaczyć można było Antoniego Krupę, dziennikarza muzycznego Radia Kraków, który po raz pierwszy odegrał kompozycje powstałe przy współpracy z Jarkiem Śmietaną.

Utwory zaaranżował Waldemar Gołębski, zagrał też gościnnie na EWI. Antoni Krupa wystąpił z zespołem Workaholic grającym w składzie: Jan Purchla – gitara, Leszek Mierzwa – gitara, Piotr Kosieracki – skrzypce, Tomasz Pachciarek – organy, Grzegorz Piećko – gitara basowa i Bart Kuraś – perkusja.

Niewątpliwie filarami koncertu była trójka wokalistów: Justyna Baran, Ewa Novel i Yanoosh Baran.

Gościnnie na gitarze zagrał też Paweł Ścierański. Oprócz wszystkich utworów z płyty „Amela” Antoni Krupa zaśpiewał swoją kompozycję do wiersza Roberta Creeleya „Innocence” oraz dwa utwory Marka Grechuty: „Gdziekolwiek”” i „Godzina miłowania”. Ewa Nowel zaśpiewała „Amazing Grace”, a Justyna Baran i Yanoosh Baran „Little Wing” Jimiego Hendrixa.

Płyta „Amela – czyli blues…” wydało Radio Kraków. Koncert odbył się pod patronatem rozgłośni.

Link: Radio Krakow


Muzyka Antoniego Krupy i Jarka Śmietany w Krakowie

TopGuitar.pl, 4 marca 2015

Pełny tekst artykułu

Niecodzienna, warta uwagi impreza będzie miała miejsce w krakowskim klubie DALI 28 lutego 2015. Odbędzie się tam koncert, podczas którego po raz pierwszy zostanie publicznie i na żywo wykonany materiał z płyty krakowskiego dziennikarza i muzyka, Antoniego Krupy, skomponowanej wspólnie z naszym nieodżałowanym mistrzem jazzowej gitary, przedwcześnie zmarłym Jarkiem Śmietaną.

Płyta zatytułowana „Amela – blues o rozwianych włosach na wietrze” ukazała się pięć lat temu nagrana przez spore grono krakowskich muzyków, przyjaciół zaproszonych do udziału przez Antoniego i Jarka Śmietanę, dopiero teraz jednak udaje się zorganizować publicznie wykonanie tego materiału na żywo w bardzo rozbudowanym składzie.

Dodatkową atrakcją uświetniającą koncert będzie wernisaż fotografii koncertowej zatytułowany „Subiektywnie w obiektywie. JAZZ” – autorkami prezentowanych zdjęć są Barbara Czopek i Dorota Muniak.

Antoni Krupa to dziennikarz muzyczny Radia Kraków i muzyk. Niestrudzony propagator dobrego grania, autor niezliczonej ilości audycji promujących dobrą muzykę, autor książki „Miasto błękitnych nut”, opisującej w barwny i ciekawy sposób początki jazzu z grodzie pod Wawelem. Tak wspomina okoliczności, które doprowadziły do nagrania i wydania jego pierwszej płyty autorskiej: „Nie było tego tak wiele, ale pojawiałem się jako muzyk na różnych płytach. Nigdy nie myślałem o nagraniu autorskiej płyty, aż tu pewnego dnia siedząc z Jarkiem Śmietaną przy barze w klubie Drukarnia w Krakowie, Jarek rzucił hasło: nagrajmy płytę. Ale co nagramy? – zapytałem. – To napisz coś – powiedział Jarek. W kilka dni napisałem 12 tekstów i tak spełniły się nasze marzenia. No i stało się – płyta jest firmowana moim nazwiskiem i nosi tytuł: antoni krupa „ostatni blues” . Znalazły się na niej moje teksty i wiersze oraz trzy standardy: Ruby Tuesday, Sumertime i Another Man (zagrany na dwie harmonijki i wocal). Muzykę skomponowałem z Jarosławem Śmietaną. Płytę nagrywam z grupą moich przyjaciół”.

Program z płyty „Amela” będzie po raz pierwszy przedstawiony publiczności w wersji koncertowej w aranżacji Waldemara Gołębskiego, przez bardzo rozbudowany zespół wykonawców. Wystąpią: Antek Krupa – vocal, gitara, harmonijka ustna Waldemar Gołębski – ewi Justyna Baran – vocal Eva Novel – vocal Yanoosh Baran – vocal Paweł Ścierański – gitara Zaspół Workaholic w składzie: Jan Purchla – gitara Leszek Mierzwa – gitara Piotr Kosieradzki – skrzypce Tomasz Pachciarek – instr. klawiszowe Grzegorz Piećko – gitara basowa Bart Kuraś – perkusja oraz chór Krakowskiej szkoły Jazzu i muzyki Rozrywkowej.

Link: topguitar.pl


Muzyka Jarosława Śmietany i Antoniego Krupy po raz pierwszy na żywo w Krakowie
NetFan.pl, 18 lutego 2015
Link: netfan.pl


Mistrzowie skrzypiec i gitary basowej w „Pociągu do muzyki” Antoniego Krupy
Radio Kraków, piątek, 6 Lutego 2015, 16:00

Od 7 minuty jest i o mnie coś – Krzysztof, dziękuję za miłe słowa :)

Link do audycji

Kopia audycji:


Zapowiedź koncertu Coltrane/Komeda, Radio Kraków, „Pociąg do Muzyki”, red. Antoni Krupa, gość: Waldemar Gołębski

Kopia audycji:


Evening Express, Aberdeen, 4.12.2014

fe


Andrzejkowo
Radio Kraków, 26 listopada 2014

W piosence Jana Purchli „Outsiderzy” można także usłyszeć mój „wokal” i partię zagraną na pianie :)

Link do audycji

Kopia audycji:


„Alkomat” wykazał, że we krwi Gołębskiego przeważa jazz.

Waldemar Gołębski udziela się zarówno w jazzie (prowadzi formację Niteline Jazz, występuje też w Spectrum Session Ryszarda Styły), jak i w muzyce klasycznej. Z Workaholic stale współpracuje w studio i na estradzie. Gra na EWI, czyli Electric Wind Instrument – rodzaju „dmuchanego syntezatora” (brzmiącym podobnie do saksofonu sopranowego). Styła żartobliwie nazwał ten instrument „alkomatem”, dla jego wyglądu.

Pełny tekst artykułu

10 listopada 2014, 13:51 | Z Powiatu | Kultura XIV Olkuskie Zaduszki jazzowe za nami. SOLO NA ALKOMACIE

Ostatniego dnia wystąpił zespół Workaholic. Krakowski zespół Workaholic jest już znany bywalcom Zaduszek. Rok temu zagrał w BWA koncert złożony przede wszystkim z repertuaru autorskiego, choć nie obyło się i bez standardów. Tym razem, w piątek 7 listopada 2014, grupa wystąpiła w poszerzonym składzie – pod nazwą: Workaholic i Przyjaciele – w programie pt. „Nie stanie się nic”. Był to chyba najbardziej zaduszkowy koncert tegorocznych Zaduszek.

Podstawowy skład Workaholic tworzą: Piotr Kosieradzki – skrzypce i instrumenty perkusyjne, Bart Kuraś – perkusja, Leszek Mierzwa – gitara, Tomasz Pachciarek – instrumenty klawiszowe, Grzegorz Piećko – bas, Jan Purchla – gitara i śpiew. Styl ich gry wywodzi się wprost z angielskiego blues-rocka w wariancie zapoczątkowanym przez Johna Mayalla w połowie lat 60. Taka stylistyka stanowi dobrą „bazę wypadową” do poszukiwań muzycznych, umożliwiając zapuszczanie się tak w rejony rocka i hard-rocka, jak w jazzowe krainy fusion i funky, a nawet w rozbudowane, progresywne formy czerpiące z muzyki klasycznej. Kto zatem nazwie Workaholic grupą jazzmanów, będzie miał tyle samo racji, co ten, kto zaklasyfikuje ich jako zespół rockowy. Taki też był piątkowy koncert – hołd dla nieżyjących muzyków (i nie tylko) reprezentujących rozmaite stylistyki.

Autorski repertuar Workaholic, czyli kompozycje Jana Purchli z jego tekstami, tym razem reprezentowany był jedynie śladowo, jako swoista „klamra”. Program rozpoczął się mianowicie od jazzrockowo podanego bluesa „Listopad” z lapidarnym tekstem o nieodwołalności przeznaczenia. Podstawową część koncertu zakończyła ballada „Nie stanie się nic” – zaskakująco pogodna refleksja o śmierci (oba utwory z wydanej w zeszłym roku płyty „To nie mój świat”). Ponadto usłyszeliśmy dwie kompozycje Purchli do wierszy polskich poetów, którym kompozytor złożył tym samym „zaduszkowy” hołd. „Na gospodynię” Jana Kochanowskiego podano w rytmie funky, z solówką skrzypiec i linią wokalną nawiązującymi do muzyki Renesansu. Natomiast „Hosanna” do słów Adama Kadena, zapomnianego mistrza fraszki, zabrzmiała w stylu reggae. Poza tym piątkowy wieczór wypełniły standardy. Co trzeba podkreślić: prawie wyłącznie polskie.

Jak już wiemy, zespół zasilili dodatkowo trzej krakowscy muzycy.

Gitarzysta Ryszard Styła znany jest nie tylko w krakowskim i nie tylko w jazzowym środowisku muzycznym. Oprócz licznych zespołów jazzowych i jazzrockowych (na czele z Laboratorium i własnym Spectrum Session) grywał w Wolnej Grupie Bukowina, Wałach Jagiellońskich i Wawelach, akompaniował też chyba wszystkim gwiazdom polskiej estrady lat 70/80. W programie „Nie stanie się nic” Styła nie tylko zagrał na gitarze, ale też poprowadził cały koncert. Wspominając muzyków grających już „w najwspanialszej orkiestrze świata”, sypał anegdotami o nich. Jako gitarzysta wielokrotnie wspomagał zespół, uzupełniając kolejne utwory kunsztownymi, wirtuozowskimi solówkami. To jego gitara dominowała w „Bluesie dla Jarka”, którym upamiętnił zmarłego ponad rok temu wielkiego jazzmana Jarosława Śmietanę. Pamięć Wojciecha Bellona, lidera niezapomnianej Wolnej Grupy Bukowina, uczcił grając – solo, jedynie z dyskretnym akompaniamentem automatu perkusyjnego – melodię piosenki „Bukowina”, rozwiniętą w długą improwizację.

Waldemar Gołębski udziela się zarówno w jazzie (prowadzi formację Niteline Jazz, występuje też w Spectrum Session Ryszarda Styły), jak i w muzyce klasycznej. Z Workaholic stale współpracuje w studio i na estradzie. Gra na EWI, czyli Electric Wind Instrument – rodzaju „dmuchanego syntezatora” (brzmiącym podobnie do saksofonu sopranowego). Styła żartobliwie nazwał ten instrument „alkomatem”, dla jego wyglądu. Solówki na owym „alkomacie” ozdobiły większość utworów – choćby wspomniany „Blues dla Jarka”, czy w mocno funkowej interpretacji „Gdziekolwiek” Marka Grechuty (do słów również nieżyjącego już poety Jana Zycha) z efektownym pizzicato skrzypiec. W motywie muzycznym Krzysztofa Komedy z filmu „Nóż w wodzie” to Gołębski poprowadził główny temat (rozwinięty następnie przez Styłę w szybką solówkę w klimacie typowym dla tradycji jazzowej gitary). W dwóch utworach zmarłego przed 35 laty jazzowego skrzypka Zbigniewa Seiferta – „Way to Oasis” i „Spring in the Farm” – z natury rzeczy pierwsze skrzypce (dosłownie i przenośni) zagrał Piotr Kosieradzki, lecz i w nich „alkomat” Gołębskiego miał rolę niemal równorzędną. W tym pierwszym, funkującym numerze, wprowadził temat unisono ze skrzypkiem, a po jego improwizacji wokół tematu zagrał własną, wokół solówki skrzypiec. W drugim, zaserwowanym w stylistyce ciężkiego blues-rocka, swoją improwizacją włączył się w zespołowe szaleństwo (ukoronowane zwariowaną wokalizą Purchli, naśladującego głosy zwierząt), by następnie wdać się w muzyczny dialog ze skrzypkiem.

„Alkomat” wykazał, że we krwi Gołębskiego przeważa jazz. Drugim składnikiem jest oczywiście klasyka – dość wspomnieć iście barokowe intro do „Hosanny”, zagrane w duecie z Kosieradzkim. Andrzeja Kurylewicza, jazzmana i twórcę muzyki filmowej, upamiętnił wykonaniem leitmotivu z „Lalki” – solo, z towarzyszeniem komputerowo wykreowanej „orkiestry”.

Basista i wokalista Robert Kuzianik gra i śpiewa z rozmaitymi składami, m.in. Prima Aprilis Electric Blues Band, z którym wykonuje utwory Tadeusza Nalepy. Właśnie ojcu polskiego blues-rocka artysta złożył hołd, wykonując „Modlitwę” oraz „Oni zaraz przyjdą tu”. Instrumentalnie były to wykonania bardzo bliskie oryginałom; może tylko z większą rolą basu jako instrumentu melodycznego. Gdy idzie o wokal, matowa barwa śpiewu Nalepy byłaby trudna do podrobienia dla Kuzianika – jego głos bliższy jest Armstrongowej chrypy. Wokalista wykonał zresztą „What a Wonderful World” (jako jedyny na tym koncercie zagraniczny standard), ozdobione piękną solówką skrzypiec Piotra Kosieradzkiego. Piosenką „Byłaś serca biciem”, podaną dużo bardziej funkowo od oryginału, zilustrował natomiast wspomnienie Ryszarda Styły o Andrzeju Zausze (z którym gitarzysta niegdyś występował).

Na bis wybrzmiał jeszcze jeden hołd – „Oprócz” Marka Jackowskiego, niezapomnianego gitarzysty Maanamu, Osjana oraz zespołu Marka Grechuty, zaśpiewane wspólnie przez Purchlę i Kuzianika, a zamknięte kodą w stylu The Doors. A potem jeszcze raz „Spring in the Farm” Seiferta, zapowiedziane jako „Wiosna w PGR-ze”.

Taki był ten koncert – zaduszkowy, lecz nie ponury. Pełen wspomnień, ale z przymrużeniem oka i odrobiną szaleństwa. Dość wspomnieć epigram Adama Kadena o Napoleonie, wyśpiewany oczywiście w odpowiednich nakryciach głowy.

Po koncercie można było kupić płyty zespołu: studyjną „To nie mój świat” i koncertową „Live”. Szczególnie tę drugą warto mieć – Workaholic w studiu są bezbłędni, ale na żywo mają o wiele większy „wykop”.

Zaduszki minęły, ale to nie koniec tegorocznych imprez jazzowych w BWA. W grudniu czekają nas jeszcze „Kolędy Jazzowe”. Tekst: Jarosław Nowosad Zdjęcia: Olgerd Dziechciarz

http://www.sp.olkusz.pl/aktualnosci/z-powiatu/solo-na-alkomacie-1018/


Ten tekst nie jest co prawda o mnie, ale o miejscu, które rekomenduję jako stały punkt muzyczny na mapie Krakowa, w którym gram niemal co tydzień.

Ostra na Słodko

Bażant , Królik , Sandacz i Tatar czyli Tydzień Restauracji w Rest. Gródek


Serdecznie polecam. Jeden rozdział podobno jest o mnie ;)

Paweł Leski: Bondski i inni

Bondski

Czego nie wiedzieliśmy o agencie 007?
Co robią trębacze po śmierci?
Za kim naprawdę stoją talibowie?
Co powie dorsz, gdy zapuka do drzwi?
Jakie znaczenie ma żołądek dla kwestii istnienia?
Co rozważa docent, gdy napotka krowę na łące?
O czym myśli twój pies?
Jak się poświęcić sztuce bez pracy?

Kup w Warszawskiej Firmie Wydawniczej


Recenzja koncertu: Rob Adams, Jazz Bar, Edynburg

Herald Scotland, 21 październik 2013

Polski jazz od dawna jest trochę jak góra lodowa. Za każdym muzykiem, który zyskał międzynarodowy rozgłos, jak trębacz Tomasz Stańko czy skrzypek Michał Urbaniak, by wymienić tylko tych dwóch, zawsze stały dziesiątki muzyków „pod poierzchnią”. Taką parą wydają się być Waldemar Gołębski i Tomasz Kobiela, grający w kwartecie Niteline odpowiednio na syntezatorze EWI i gitarze, którzy są aktywni na polskiej scenie wystarczająco długo, aby móc odnieść się do czasu, kiedy jazz w Polsce miał właśnie podziemny charakter.

Podczas pierwszego z dwóch kompletnie różnych setów, Gołębski zapowiedział tematy Thelonious Monka i Johna Coltrane’a, których polscy muzycy uczyli się z amerykańskiego radia słuchanego potajemnie. Choć gra zespołu była była równie dobra jak i aranżacje – ballada Coltrane’a Naima zagrana w ostinatowym groovie a My Favorite Things w żywym walcowym rytmie – nie pokazali tak wielu barw i nie wczuli się w te utwory tak mocno jak w drugiej części, tej z polskimi tematami.

Większość utworów w drugim secie to kompozycje bardzo płodnego kompozytora filmowego Krzysztofa Komedy, blisko związanego z Romanem Polańskim, którego tematy i sekwencje harmoniczne szczególnie zainspirowały Gołębskiego i Kobielę do poszukiwań głęboko ekspresyjnych improwizacji i niebanalnego, trafnego akomapaniamentu obu rąk Kobieli.

Basista Michał Rapka i perkusista Michał Peiker, wykazali się wrażliwością, napędzając sola Gołębskiego, który ze swojego, często niedocenianego, instrumentu uczynił narzędzie do zarówno uduchowionych fraz, jak do wyrażenia surowych emocji w ekscytującym stylu, który z pewnością zasługuje na śledzenie przyszłych dokonań Niteline.

Tłumaczenie własne
http://www.heraldscotland.com/arts-ents/film/reviews.22461949

Tekst oryginału

Niteline Jazz Bar, Edinburgh Rob Adams Polish jazz has long had the properties of an iceberg. For every musician who has come to international attention, such as trumpeter Tomasz Stanko or violinist Michal Urbaniak, to name but two, there have been dozens working away often beneath the surface. Such a pair would appear to be Waldemar Golebski and Tomasz Kobiela, who play wind synthesiser and guitar respectively in the quartet Niteline and who have been active on the Polish scene long enough to relate to the time when jazz was an underground music. During the first of two quite different sets Golebski introduced tunes by Thelonious Monk and John Coltrane that Polish musicians would have learned from American radio broadcasts listened to clandestinely. Although the group’s playing was good and their arrangements novel – Coltrane’s ballad Naima was given a clipped groove and his soprano blow-out My Favourite Things taken at a reflective waltzing tempo – this didn’t have the heart or the variety of tones and group dynamics that they produced on the set of Polish jazz standards that followed. Much of this music came from the prolific film composer and jazz pianist Krzysztof Komeda, who worked closely with Roman Polanski and whose melodies and chord sequences inspired Golebski and Kobiela particularly into searching, deeply expressive improvisations and not a little, always aptly musical, both-hands-on-the-fretboard trickery from Kobiela. Bassist Michat Rapka and drummer Michat Peiker lent both propulsive muscle and sensitivity as Golebski succeeded in making his much-maligned instrument a vehicle for delicate, soulful phrasing as well as articulating raw emotion in an exciting style that would certainly merit further investigation of Niteline’s oeuvre.