6 września (piątek) 2013
Restauracja Gródek
Kraków, ul. Na Gródku 4
http://www.restauracjagrodek.com/?page_id=178
godz. 20.00, wstęp wolny

Brel raz jeszcze – śpiewany monodram Janusza Zbiegieła

opieka artystyczna: Krystyna Janda

 

Monodram „BREL RAZ JESZCZE” otrzymał Główną Nagrodę Festiwalu Aktorskiego w teatrze “Rampa” w Warszawie oraz Grand Prix Du Festival Internationale De La Chanson Francaise De Colombe 2004 –Francja.
Janusz Zbiegieł jest związany z teatrami we Francji i “Internationales Theater” we Frankfurcie oraz z krakowskim Teatrem Piosenki Francuskiej.
Spektakl śpiewany w języku francuskim, wsparty listami Brela do jego żony, cieszący się zasłużoną popularnością u widzów oraz znakomitymi recenzjami, zarówno w prasie polskiej jak i zagranicznej.

Jacques_Brel_1955

Jacques Brel

Janusz Zbiegieł:
Kocham piosenkę francuską, dlatego ją wykonuję. Gdzieś w pewnym momencie stwierdziłem, że poświęcę się tej piosence i że zrezygnuję z zawodu aktorskiego. Opuściłem mój teatr „Bagatela” w Krakowie po to, aby udać się do Paryża na stypendium piosenkarsko-aktorskie. Miałem niezwykłe szczęście, ponieważ dostałem się do jednej z lepszych szkól piosenkarskich – i tam, w trakcie pracy, uświadomiono mi, że dobrze robię, że śpiewam piosenkę francuską i zasugerowano mi przygotowanie piosenek z repertuaru Brela.
Wszędzie znają i chcą przeżywać nastrój Brela pisany muzyką, słowem i interpretacją jego utworów. Czasem zdarza się coś zaskakującego… W Japonii, kiedyś w czasie mojego recitalu, grupa Japończyków cały czas ruszała ustami… Oni – i tu się sam zdumiałem – powtarzali słowa piosenek Brela. Oni je znali…
Czy piosenki Brela się zestarzały? Przenigdy! Jego popularność rośnie. Dopomina się o niego Ameryka, Rosja i Europa. W tej chwili jest jakiś renesans na tego typu śpiewanie we Francji. Znowu zapełniają się kabarety, małe salki, w których wykonuje się piosenki aktorskie. Pasja Brela zaraża.

Krzysztof Miklaszewski:
„Brel raz jeszcze” nie jest recitalem, nie jest estradą piosenki. Jest mięsistym teatrem, którego siła to organiczne zespolenie śpiewanej po francusku piosenki i komentującego każdy z 11 przebojów Brela („Matylda”, „Następny”, „Piosenka Jacky’ego”, „Burżuje”, „Moje dzieciństwo”, „Starzy kochankowie”, „Nie opuszczaj mnie”, „Staruszkowie”, „Przyjdę”, „Amsterdam” i „Poszukiwanie”) tekstu – wyznania, fragmentu listu do żony. Te cytaty zresztą stanowiące dokument tragicznego splotu życia i twórczości wypowiada aktor po polsku. Jest miarą artystycznej ekspresji, że 70-minutowy spektakl chłonie publiczność jednym tchem, że wychodząc oszołomiona ma wrażenie żywego kontaktu z nieżyjącym Mistrzem i jego wspaniałą, ciągle obecną w uchu, piosenką, że pozostaje poruszona jego pełnym dramatu życiem osobistym. Nie chce się wierzyć, że dokonał tego jeden aktor. Aktor na ogół jeszcze mało znany. Nazywa się Janusz Zbiegieł. Zapamiętajmy to nazwisko, bo oto na naszych oczach dojrzewa aktor i piosenkarz zarazem, który nie pragnie epatować sobą, kiedy przedstawia wielkiego poprzednika, który nie usiłuje podszywać się pod cudze, który nie chce na scenie kłamać. Unika więc tym sposobem tego całego katalogu błędów, którymi były wypełnione dwie słynne warszawskie inscenizacje utworów autora „Ne me quitte pas” i „La quête”, obwołane kiedyś rewelacjami. Prawda jednego, ale dobrze przygotowanego do zawodu, człowieka znaczy o wiele więcej niż przepisywana z czołówek telenowel lista estradowych prominentów.
Odkrycie Zbiegieła musi być pobudzające w sytuacji, kiedy teatr polski ratują tylko zblazowani biznesmeni, by dowieść niepełnosprawnym politykom o ich całkowitym braku kultury.
Nazywa się Janusz Zbiegieł. Odszukajcie go, zanim stanie się… sławny.

źródło: www.theatre-music.eu